best web authoring software

© 2017 Chopin - Chip, Chop, Chipette

CHIPETTE I JEGO MUZA

Recenzja z portalu Teatr dla Was

autor: Anna Czajkowska

Na deskach stołecznego Teatru WARSawy, mieszczącego się przy Rynku Nowego Miasta, jesienną porą odbyła się premiera spektaklu „Chopin — Chip, Chop, Chipette”. Przedstawienie w reżyserii Jerzego Bielunasa opowiada o jednym z najsłynniejszych, ale też obrosłych w fałszywe wyobrażenia romansów epoki romantyzmu. Chodzi o pisarkę George Sand oraz wybitnego kompozytora Fryderyka Chopina. Scenariusz oparty jest na fragmentach korespondencji kochanków i ich bliskich, w tym listów George Sand do jej przyjaciół, którym regularnie i z upodobaniem przekazywała wiadomości o Chopinie. Warto wspomnieć, że do naszych czasów przetrwała tylko część listów, bowiem w 1851 roku George Sand zniszczyła znaczny pakiet swej korespondencji. Oprócz opowieści snutej przez francuską powieściopisarkę, całość narracji buduje muzyka naszego genialnego kompozytora, wykonywana na żywo przez Łukasza Pospieszalskiego. W delikatnym świetle, które przełamuje półmrok panujący na scenie, porywająco brzmią fragmenty arcydzieł muzyki kameralnej, między innymi - Sonaty b-moll op.35, Scherza h-moll op.20, nokturnów i mazurków. Cudowna muzyka, nasycona kolorytem rodzimego, polskiego folkloru, samorodna i jednolita, z szybkimi, zaskakującymi zmianami tempa, tonacji i rytmów, nieodmiennie zachwyca. Jakim człowiekiem był ten czołowy romantyk i uczuciowiec, który wywarł tak ogromny wpływ na wszystkie dziedziny twórczości muzycznej, sam ograniczając się do jednego instrumentu? Do dziś krytycy podkreślają, iż Chopin uczynił z fortepianu instrument o nieprzeczuwanej dotąd skali brzmienia i wyrazu, ukazał jego nowe możliwości techniczne i dźwiękowe. Jednak nie technika jest w tej muzyce najważniejsza lecz głębia uczuć i bogata, niezwykle subtelna i wyrafinowana treść melodyczno-harmoniczna. Muzyka Chopina jest drugim obok uroczej pani Sand bohaterem spektaklu. Dzięki interpretacji Łukasza Pospieszalskiego, który gra z lekkością, przekonaniem, bez zbędnego manieryzmu, możemy cieszyć się narracją mieniąca się niezwykłym bogactwem odcieni modulacyjnych i kontrastów. Artysta wyjątkowo trafnie oddaje chopinowskie rubato i liryzm, nie rezygnując przy tym z własnego indywidualizmu i dynamiki. O Chopinie chciałoby się opowiadać zupełnie inaczej niż do tej pory - bez wypaczania, stylizowania. Jego uczuciowe związki przedstawić bez sądów wygodnych, działających na pospolitą wyobraźnię. Twórcy spektaklu skupili się na tym, jakim go widziała jego muza i kochanka. Miłość, która ich połączyła, jak często bywa w przypadku dwóch nietuzinkowych osobowości, była dość złożona i skomplikowana, choć nierzadko bardzo delikatna. Niestety, prawdę o Chopinie i Sand dość szybko przysłoniło natrętne, nieustanne węszenie za sensacyjkami, uczuciową histerią, od której usposobienie i charakter wielkiego kompozytora tak były dalekie. Oczywiście życie obdarzonego niezwykłą wrażliwością poety fortepianu nie było wolne od wpływu kobiet, które inspirowały powstanie wspaniałych dzieł. Najważniejszą stała się George Sand, intelektualistka o niepospolitej wyobraźni i łatwości pisania, emancypantka, która swym życiem osobistym szokowała opinię publiczną. W ówczesnej obyczajowości nie mieściły się jej liczne romanse o charakterze skandalicznym, spora ilość kochanków, na dodatek męski ubiór oraz zamiłowanie do palenia cygar. Natalia Rzeźniak – Pospieszalska bardzo sugestywnie kreśli sceniczny portret George Sand, czyli Aurory Dudevant, z domu Dupin, potomkini króla polskiego (jak donoszą źródła, jej pradziadek Maurycy Saski, jedno z domniemanych 354 nieślubnych dzieci króla Augusta II Mocnego, został spłodzony z piękną szwedzką hrabiną Aurorą von Königsberg), starając się jak najlepiej oddać charakter swojej bohaterki. Dzięki niej George Sand staje się nam bliższa, motywy jej postępowania czytelniejsze. Drobna i niezwykle dynamiczna, ma w sobie pokłady niezniszczalnej energii. Taka ponoć była ta nietuzinkowa kobieta – jednocześnie opiekuńcza, współczująca, dogadzająca bliskim, a przy tym wyuzdana, prowokująca, wyzwolona z konwenansów, radosna i wielce tajemnicza. Młoda aktorka gra z niezwykłą werwą, nie stroni od gwałtownych słów, gestów. Biega po scenie, ciska szmacianymi prosiakami. Ale nie ma w tym przesady, egzaltacji. To kwintesencja osobowości George Sand i taką ją zapamiętali współcześni. Dramatyzm gry spójny jest z wydarzeniami, o których opowiada bohaterka. Czasem radosnymi, rozświetlonymi słońcem i muzyką, innym razem tragicznymi, bolesnymi i naznaczonymi chorobą chwilami. Jak wiadomo Chopin od dzieciństwa był człowiekiem chorowitym, jako dorosły mężczyzna przy wzroście 170 cm ważył zaledwie 45 kg, a jak wykazują ostatnie badania, był chory na mukowiscydozę, do dziś nieuleczalną. Pomimo tego miał pogodne usposobienie, przyjaciele go uwielbiali. Aby uniknąć skandalu i pomówień w 1938 roku kochankowie wyjechali wspólnie na Majorkę, gdzie zatrzymali się w miejscowości Valldemossa. Wydawało się, że odmienny klimat przyniesie poprawę zdrowia Chopina i dzieci George. Niestety, z powodu wilgotnej pogody samopoczucie Chopina gwałtownie się pogorszyło. Mimo, iż kompozytor bliski był śmierci, cały czas tworzył i właśnie tu powstały kolejne arcydzieła. George Sand i Chopin postanowili wrócić do Francji. Odtąd przez kolejne lata podróżowali między zimowym Paryżem, a letnią posiadłością pisarki w Nohant. Rozstali się dwa lata przed śmiercią Chopina, w 1847 roku. W trakcie przedstawienia drobne anegdoty, ciekawostki z życia przeplatają się z opisem powyższych wydarzeń z życia. George opowiada o upodobaniu Chopina do eleganckiego ubioru, jedwabnych krawatów, obuwia szytego u najdroższych szewców, modnych w Paryżu rękawiczek. O jego obsesyjnej nienawiści do kurzu, brudu i sterylnej czystości. Kompozytor nie znosił wielkich koncertów i rezygnował z nich, mimo dochodów, które mogłyby przynieść. Zarabiał jako wzięty, doskonale płatny nauczyciel arystokratek, wydawcy przyjmowali do druku jego utwory, ale nie potrafił oszczędzać. O tym dowiadujemy się z ust George, a jej relacje są tyleż zabawne, co pełne oburzenia. Dobrze się słucha czytanych przez nią fragmentów listów, na potrzeby spektaklu zapisanych na staromodnym papierze i ciskanych przez bohaterkę z irytacją bądź składanych z czułością. Delikatna, prosta scenografia, z uroczymi elementami (figurkami psów, towarzyszy życia bohaterów) doskonale podkreśla intymny charakter spektaklu i przydaje mu nieco radosnego charakteru. Wielkie kawałki płótna, kierowane ręką George Sand, niczym kurtyna raz zasłaniają, raz odsłaniają fortepian i siedzącego przy nim Chopina, przemawiającego jedynie przez muzykę. Wbrew utartym opiniom George doceniała twórczość Chopina, podziwiała kompozycje Fryderyka. To właśnie przy niej powstało najwięcej jego najpiękniejszych dzieł. Nieprawdą jest, że nie dbała o Fryderyka. Gdy po kilku latach przestała ich łączyć erotyczna namiętność, stała mu się powiernicą, pielęgniarką i przyjaciółką. „Chopin — Chip, Chop, Chipette”, dzięki wspólnemu wysiłkowi twórców spektaklu, pozwala poznać i docenić tę niezwykłą kobietę. Jej opowieści przekazują wyjątkowy obraz Chopina i jego muzyki, świadczący o tym, że doskonale rozumiała swego kochanka zarówno jako człowieka, jak i artystę.

MUZA FRYDERYKA TAŃCZY ZE ŚWINIAMI

Recenzja z portalu Maestro.net

autor: Joanna Tumiłowicz

Listy Chopina i jego bliskich już nie jeden raz były wykorzystywane scenicznie, by wymienić tylko sztukę Lato w Nohant Iwaszkiewicza czy Chopin - jego życie, jego miłości, jego muzyka Hanuszkiewicza. Zwykle jednak autorzy spektakli ubarwiali narrację własnymi pomysłami, kreowali dialogi, przetwarzali epistologiczny materiał. W przedstawieniu Jerzego Bielunasa w Teatrze WARSawy nie pada chyba ani jedno słowo, które nie zostało zapisane w korespondencji kochanków, ich bliskich czy np. w publikacjach prasowych, jest to więc dramat powstały w wyniku montażu autentycznych słów i wypowiedzi, które na scenie włożone zostają w usta muzy Fryderyka Chopina George Sand. Ona to głównie mówi „własnym tekstem”, ale otwiera też koperty (a fe!) z listami, które Chopin pisał do innych osób, i bez cienia wstydu dzieli się ich zawartością. Mogłoby to jej ujść płazem, gdyby owe listy trafiły do niej po śmierci wielkiego kompozytora, ale on jest w zasadzie ciągle na scenie i pogrywa na fortepianie. Kwestia tajemnicy korespondencji – oczywiście w przypadku „Listów Chopina” potraktujmy ją z przymrużeniem oka – nie psuje jednak wymowy spektaklu. Towarzyszy on kochankom na różnych etapach ich znajomości, pokazuje początkową fascynację – gdy George Sand nazywa Fryderyka aniołem, również tytuł spektaklu Chopin – Chip, Chop, Chipette oddaje pieszczotliwy charakter kontaktów francuskiej pisarki z muzykiem. Widzimy jednak Muzę Chopina jak skarży się na kaprysy przyjaciela, jak dzielnie próbuje łagodzić jego utarczki z otoczeniem i postępy śmiertelnej choroby, ale nie ukrywa kosztów tych starań, jak wreszcie dochodzi do rozstania i George Sand pozornie cieszy się „odzyskaną wolnością”. W tym procesie zbliżania i rozchodzenia się dróg życiowych obojga kochanków ujawnia się nieprzeciętny talent aktorski Natalii Rzeźniak-Pospieszalskiej, bo już po kilku minutach skłonni jesteśmy uwierzyć, że osoba mówiąca do nas to prawdziwa George Sand, kobieta znająca swoją wartość, wrażliwa, silna i odważna. Zaczyna rozmowę z publicznością ubrana w męski garnitur ale później zakłada bardziej damskie kreacje – tutaj zwróćmy uwagę na kostiumy Elżbiety Terlikowskiej – potrafi nas zaczarować swoją czułością dla zwierząt i dzieci, ale po chwili rzuca ostre słowa pod adresem swej córki. Jest, jak to w monodramach, wciąż aktywna na scenie i nawet tworzy zabawny pantomimiczno-taneczny epizod z ogromnymi fantomami świń (scenografia Katarzyny Mazurek). To jest odniesienie do morskiej podróży z Majorki do Francji na statku przewożącym trzodę chlewną. Na scenie towarzyszy Natalii jej autentyczny mąż Łukasz Pospieszalski, członek muzycznego klanu Pospieszalskich, tegoroczny absolwent klasy fortepianu we wrocławskiej Akademii Muzycznej. W jego wykonaniu słyszymy recital złożony z fragmentów utworów Chopina, m.in. Sonaty b-moll, Scherza h-moll, Nokturnów, Mazurków, są urywki Poloneza, Preludium, wszystko ułożone z grubsza w jakiejś korelacji z nastrojem monologu aktorki. Choć produkcje pianisty nie zyskałyby prawdopodobnie uznania jury dopuszczającego do Konkursu Chopinowskiego, otrzymujemy sporą dawkę wartościowej muzyki, co w teatrze nie jest niestety regułą. Spektakl uzyskał zresztą patronat Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina zaś niewielki fortepian do występu wypożyczyła firma YAMAHA. 

CHOPIN I MĘKI ŻYCIA

Recenzja z Gazety Polskiej Codziennie nr 1847

autor: Sylwia Krasnodębska

Łukasz Pospieszalski i Natalia Rzeźniak-Pospieszalska. Małżeństwo artystów w spektaklu „Chopin – Chip Chop Chipette” w reżyserii Jerzego Bielunasa w Teatrze WARSawy zagrało burzliwy duet: Fryderyka Chopina i George Sand.

Spektakl, którego premiera odbyła się 5 października, choć z udziałem dwójki artystów, jest de facto monodramem. Łukasz Pospieszalski ilustruje opowieść sonatami, nokturnami i mazurkami Chopina wygrywanymi na fortepianie. Aktorka Natalia Rzeźniak-Pospieszalska w roli George Sand opowiada o życiu kochanków. Tekst spektaklu inspirowany był m.in. książką „Zima na Majorce”, w której francuska pisarka opowiadała o swoich relacjach z ukochanym pianistą.

Jak wspomina Sand, łączyła ich „przyjaźń dziwaczna i chorowita jak on sam”. Poznajemy Chopina jako chorego, skromnego mężczyznę, który woli udzielać słabo płatnych lekcji niż koncertować w wielkich salach. Który przez sześć tygodni potrafił pisać jedną stronę nut. Sand pokazuje też, jak opieka nad Chopinem jest dla niej destrukcyjna. Wielka miłość i poświęcenie przeradza się w rozgoryczenie i desperację. "Od dziewięciu lat związana jestem z trupem" - mówi w końcu pisarka, gdy podejmuje decyzję o odejściu od Chopina.
Skromność i wręcz surowość scenografii warszawskiej sceny jedynie podbiła potęgę muzyki naszego mistrza wykonywaną przez Pospieszalskiego. Natalia Rzeźniak-Pospieszalska niezwykle ujmująco wciela się w rolę ekstrawaganckiej muzy Chopina. Poznajemy inną twarz jednego z największych muzyków epoki romantyzmu. Długie owacje na stojąco w pełni zasłużone. Czekamy niecierpliwie na terminy kolejnych spektakli.  

W DUSZY GRA

Recenzja z tygodnika Przegląd nr 43/2017

autor: Bronisław Tumiłowicz

Zdawało się, że romans Chopina i George Sand nie ma już dla nas tajemnic, ale spektakl, a właściwie skrzyżowanie monodramu z recitalem pianistycznym, odsłania ciemniejsze strony tego związku. Tytuł zawierający zdrobnienia, jakimi raczyła naszego kompozytora francuska pisarka, kieruje wyobraźnię w bardziej współczesne regiony. Chip, Chop... George pieszczotliwe ksywki tworzyła od nazwiska, a nie od imienia muzyka. Była nim zafascynowana, a jednocześnie żywiła wobec niego matczyne uczucia. W spektaklu nie ma odniesień do erotyki, jest natomiast mnóstwo skarg na stan zdrowia, sposób życia i obyczaje przyjaciela. A monologowi towarzyszy muzyka dopasowana do opisywanych okoliczności tego skomplikowanego układu męsko-damskiego. Nad wszystkim góruje jednak talent aktorski Natalii Rzeźniak-Pospieszalskiej.